Nie ukrywając, mieszkańcy wsi z pozoru nie mogą popisać się niczym istotnym, nie są cywilizowani i mało wiedzą o życiu, są przy tym chamscy, brudni, nieokrzesani i infantylni - co najmniej takie oto opinie można usłyszeć od osób, które mieszkają w miejscach bardziej 'cywilizowanych',  na terenach miejskich. Sama także nie ukrywając niechybnie dosłyszałam zdań tego typu i chodź w wielu sprawach wolę powstrzymać się od podzielania publicznego stanowiska, w tej jednej rzeczy nie mam zamiaru stronić od konwersacji, ponieważ jak uważam, jest to obraźliwe, niedorzeczne i w pewien sposób rasistowskie. Owszem, można stwierdzić, że społeczność mieszkająca na wsi czasem nie potrafi się odnaleźć w świecie miejskich zabudowań, być może odróżnia się inteligencją od osób uczęszczających na wysokiej rangi uniwersytety, możliwe także, że gust modowy nas, zasadniczo różni się od miejskiego, głównie raczej z niemożności zakupu 'lepszych' ubrań. Nie jest to jednak prawdą, że to miasto jest siłą i potęgą. Poza tym, nie należy generalizować wszystkich mieszkańców wsi, ponieważ rzecz jasna, wszyscy ewidentnie różnimy się w sposobie myślenia, wyglądzie i charakterze. 


Za wszelką cenę nie rozumiem, skąd pomysł, że mieszkańcy wsi są tzw. 'bydłem'. 
Niejednokrotnie daje się usłyszeć, jak wiele utalentowanych osób, które wystawiły się w jakiś sposób na świat publiczny, pochodzą z małych miejscowości (przykładem może być Edyta Górniak). Każdy ma prawo się rozwijać, a to, że możliwości rozwoju na wsi są nieco mniejsze nie świadczy o tym, że jesteśmy próżni. Bywa tak, że to właśnie my osiągamy więcej, niż niejeden zadufany w sobie biznesmen (tylko przykład) od lat mieszkający w centrum Warszawy, pracujący w firmie należącej do ojca.  
Nie da się ukryć, iż mamy wakacje! W związku z tym, pragnę pogratulować wszystkim tego, jakie postępy uczynili. Dla wielu ta 2- miesięczna przerwa oznacza czas relaksu, spokoju, odpoczynku, dla wielu zaś jest to okres niemniej ciężkiej pracy. 
Dla mnie na przykład tegoroczne wakacje staną się niewątpliwie momentem, w którym coś w moim życiu zacznie się zmieniać, horyzonty w pewien sposób pogłębią się i (mam nadzieję) będę bliżej celów, które sobie postawiłam i stawiam nadal. Wcześniejsza wypowiedź może zabrzmieć nieco absurdalnie, ponieważ dalszy etap szkoły z reguły nie tworzy z osoby 16- letniej kogoś, kto w sekundzie obróci swoje życie i zdziała coś zupełnie niemożliwego. Aczkolwiek ja sama czuję, że jest to dla mnie rzecz istotna, ponieważ zależy mi na tym, aby kształtować swoją osobę i aby pod koniec życia móc stwierdzić, że jest się spełnionym, albo przynajmniej z niego usatysfakcjonowanym. 

Ciężko jednocześnie jest pożegnać się ze starymi nawykami, 'przyjaźniami' i otoczeniem szkolnym, kiedy już przyzwyczaiłeś się do swojego budynku i czujesz się w nim wystarczająco swobodnie. Nawet jeśli środowisko mimo przychylnej opinii innych, dla samej ciebie było toksyczne i (być może nieumyślnie) podcinało ci skrzydła.  

Co teraz? Można zapytać, choć uważam że nie warto. Oczywiście przyszłość jest ważna, 
lecz nie wtedy, kiedy niesie ze sobą ciężar przeszłości. Nie należy zapominać o tym, co wydarzyło się wcześniej, ale nie należy także żyć nią codziennie i wysnuwać spekulacje, które nie muszą okazać się prawdziwe. 

Gdy piszę to teraz, powoli zaczynam myśleć, że piszę to, a także całego bloga tylko dla samej siebie, abym po jakimś czasie mogła wrócić tutaj i powspominać. I w zasadzie, z taką myślą zakładałam ten pseudo 'pamiętnik'. Liczę jednak cicho, że być może ktoś chociażby z czystego przypadku trafi tu raz i zechcę przeczytać nieskładne przemyślenia lekko niepewnej 16- latki, która jak dotąd, nie osiągnęła niczego nadto istotnego. 
Cześć, tym razem pragnę się podzielić moimi inklinacjami odnośnie genialnej książki, którą miałam przyjemność czytać w ciągu ostatnich dni. Mam tutaj na myśli świetną Jojo Moyes - 'Zanim się pojawiłeś'. Wiele osób prawdopodobnie zetknęło się z nią na przełomie kilku ostatnich miesięcy, szczególnie zapewne dzięki świeżo powstałemu filmowi na podstawie książki (z przystojnym Samem Claflinem w roli głównej ♥). 
Gdyby jednak ktoś zupełnie nie słyszał o tymże utworze, opowiada on głównie o historii dwóch młodych osób, Louise Clark oraz Willa Traynora - ten drugi, ok. 30 letni mężczyzna, od dwóch lat przeżywa wewnętrzne załamanie i całkowitą utratę chęci życia z powodu wypadku, w którym stracił zdolność poruszania się, jest paralitykiem z uszkodzonymi czterema kończynami. W dalszej akcji książki, na moment odzyskuje ponowny błysk, który pozwala mu na przynajmniej przyzwoite funkcjonowanie (wcześniej jak twierdził, tylko istniał).  Całą wiarę i wolę życia odzyskać w gruncie rzeczy za sprawą Louise, która swoją osobą w pewien sposób zainteresowała go i jak sądził : 'dzięki niej ma siłę wstać z łóżka rano'. 'Zanim się pojawiłeś' niezaprzeczalnie zaliczyć możemy do książek 'wyciskaczy łez' i z całego serca polecam ją przeczytać, gdyż w dzisiejszym świecie, gdzie wszystko toczy się aż zanadto szybko, warto wyciszyć się na moment, usiąść w pełni skupienia i dać ponieść się refleksjom, które bez wątpienia znajdziemy w tejże powieści.  

W moim przypadku w trakcie czytania w moich myślach zaczęły pojawiać się pytania : Jak potrafiłabym się odnaleźć w sytuacji, w której znalazł się Will?  Czy żyję tak, jak powinnam? Czy mimo młodego wieku, zaczynam i postanawiam spełniać się w taki sposób, jaki mi odpowiada? Czy nie skupiam się być może na rzeczach zbyt materialnych niżeli duchowych? Doświadczenia życiowe głównego bohatera pokazały mi, że ja również pragnę doświadczyć tylu niesamowitych rzeczy (mam na myśli, że tak samo jak on, pragnę podróżować, poznawać świat i kulturę innych, jakże zróżnicowanych pod wieloma względami krajów). Doszłam do wniosku, że powinnam kształtować siebie i dążyć do wyznaczonych przeze mnie celów, powinnam nie troszczyć się o to, czy ktoś inny będzie z dezaprobatą patrzył na to, w jaki sposób chcę żyć. Chcę więc żyć, a nie istnieć. 

Zagłębiając się w refleksji, wracając wstecz do poprzednich lat swojego życia,  doszłam do wniosku, że w środku czułam się dokładnie tak jak Will po wypadku : wiecznie niezadowolona, grymaśna, zmęczona kilkunastoletnim życiem, a przecież nie stało się nic, co powinno sprawić, abym się tak czuła. Nie doznałam żadnych poważnych obrażeń, nadal mogę się poruszać; nadal mogę myśleć i czuć.  'Zanim się pojawiłeś' stał się moją inspiracją i w pewien sposób pomógł mi w małym stopniu ukształtować siebie, postanowić, że w przyszłości (już niezupełnie odległej) zamierzam podróżować i cieszyć się tym, że miałam okazję przeżyć wszystkie chwile, które przeżyłam. 

Na koniec pozostawię cytat, który tkwi w mojej głowie i (jak myślę) niezbyt szybko będzie chciał ją opuścić. 

'Są zwyczajne godziny i są godziny ułomne, kiedy czas zatrzymuje się i potyka, kiedy życie - prawdziwe życie - wydaje się toczyć gdzieś dalej.'

Obsługiwane przez usługę Blogger.