Z racji tego, iż obecne wakacje (2016) właśnie zbliżają się ku końcowi, postanowiłam zrobić ten tag, który  w gruncie rzeczy nie wnosi nic w ten blog, więc jeśli nie jesteś zainteresowana, możesz po prostu go opuścić i cieszyć się swoim własnym życiem. 
Muszę przyznać, że wprost nie mogę doczekać się już września i jestem nade wszystko 
podekscytowana nową szkołą, bądź co bądź nowym otoczeniem i bez wątpienia innym, 
niemniej ciekawszym etapem w moim życiu.


1. O której wstajesz do szkoły?
Z reguły 6.00, 6.30.

2. Ulubiony nauczyciel?
Jak dotąd, niewiele jeszcze mogę powiedzieć o jakimkolwiek nauczycielu z nowej
szkoły. W starej szkole prawdopodobnie była to pani od angielskiego.

3. Z jakiego przedmiotu jesteś najlepsza?
Wydaje mi się, że z języka angielskiego. Cóż, a bynajmniej było tak za czasów 
gimnazjum.

4. Plecak czy torba?
Zdecydowanie plecak.

5. Czy malujesz się do szkoły?
Przeważnie malowałam rzęsy, ewentualnie używałam też podkładu. Myślę, że nie
odstąpię od 'tradycji'. 

6. Jak zazwyczaj jesteś ubrana w szkole?
Zazwyczaj noszę ubrania, ale to zazwyczaj.
A tak na poważnie, przeważnie (a raczej przez 3/4) czasu wygodne spodnie i wygodna bluzka.

7. Czy jesz w szkole drugie śniadanie?
Tak.

8. Przedmiot z którego jesteś słaba?
Matematyka i fizyka to dwie zupełne odległe mi planety. 

9. Czym jeździsz do szkoły?
Do czerwca tego roku szłam do szkoły pieszo, ale teraz byłoby zdecydowanie dużo ciężej, więc przestawiam się na autobus. ;]

10. Zmieniasz buty w szkole?
W poprzedniej objęłam stanowisko bardziej 'rebel', ale cii, nikt przecież o tym nie wie.

11. Czy lubisz ćwiczyć na wfie?
Jeśli w liceum nauczycielka (lub nauczyciel) będzie tak samo przez całe dziewięć miesięcy stawiał na nasz 'rozwój' w piłkę siatkową, z chęcią zupełnie przypadkowo złamię sobie nogę na trzy kolejne lata. 

12. Jak czujesz się w nowej szkole?
Haha, wyśmienicie! Ale jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, jak najbardziej pozytywne. Jak już wspominałam, z chęcią nie mogę się doczekać września (choć zapewne po dwóch miesiącach intensywnej nauki, będę miała już serdecznie dosyć, ale cóż) :]


Nie jestem specjalistą jeśli chodzi o tematykę filmową, ale postanowiłam sporządzić listę filmów, które każda młoda dziewczyna powinna obejrzeć (choć wszystkie z nich są raczej dosyć znane), ponieważ większość z nich jest wartościowa i wnosi do życia coś więcej, niż sposoby poderwania chłopaka lub sztuka makijażu. Więc, jeżeli jesteś zainteresowany, oto i ona:



1. Forrest Gump

Historia pewnego chłopca, który całe życie uznawany był za głupka. Ku zdziwieniu innych, chłopiec ten został kimś, kto w zupełności nie grzeszy ową 'głupotą'.














2. Wielki Mike

Michael niewiele wie na temat rodziny. A jeszcze mniej na temat sportu. To co zna jako bezdomny nastolatek, to ulice i blokowiska Memphis. Zamożna Leigh Anne  nie zna takiego świata. Jednak gdy poznaje Michaela, on poznaje, co to znaczy mieć dom. A Tuohy'owie odnajdują coś, co zmienia ich życie: ukochanego nowego syna i brata. 



3. Gwiazd naszych wina

On/ona ma raka. 

"Boję się zapomnienia (...) Boję się tego niczym ślepiec ciemności."












4. Dirty Dancing 

Klasyk. Jednak jakże uniwersalny i nadal piękny.





5. Truman Show

Co by było, gdyby okazało się, że wszystko w co do tej pory wierzyłeś, jest fikcją, a miasto, w którym mieszkasz, to atrapa skonstruowana na potrzeby bijącego wszelkie rekordy popularności programu reality show, którego głównym i jedynym bohaterem jesteś ty sam? 


6. Pamiętnik

"Pamiętnik"
opowiada historię dwojga kochanków, których uczucie zostaje wystawione na próbę. Allie, cierpiąca na chorobę Alzheimera, żyje w domu starców i nie pamięta niczego ze swojej burzliwej młodości. Inny pacjent, Duke, czyta Allie jej własny pamiętnik. Ona i niejaki Noah zakochali się około roku 1940, ale jej rodzice stanęli na przeszkodzie związkowi. Po latach, gdy przypadkiem znów się spotkali, musiała dokonać wyboru między pierwszą miłością jej życia, a mężczyzną, którego miała poślubić. Którego wybierze? Z czasem staje się jasne, że Duke to ktoś więcej niż tylko pacjent.



7. Love, Rosie

"[...] Prawdziwa przyjaźń jest w stanie pokonać czas, odległość i milczenie"
~Isabel Allende














8. Mój przyjaciel Hachiko

Nie ważne, mówił Hachiko co dzień. 
Będę czekał tu na przyjaciela, który spóźnion jest.
Będę czekał, by raz jeszcze iść przy tobie, chociaż jeden 
jeszcze dzień.






9. Zostań, jeśli kochasz

'Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne.'

















10. Zanim się pojawiłeś

'Zmuszaj się do przekraczania własnych granic. Nie spoczywaj na laurach. Noś z dumą swoje pasiaste rajstopy. A jeśli się upierasz, żeby związać się na stałe z jakimś śmiesznym gościem, zachowaj to gdzieś w sobie. Świadomość, że wciąż masz przed sobą możliwości, to luksus.'
Wydaje mi się, że wszyscy obecnie żyjemy w czasach, w których fobia społeczna jest czymś powszechnie spotykanym, wiele ludzi niestety posiada owe zaburzenie psychiczne. Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że jest to po prostu ekstremalna nieśmiałość,  a więc zupełnie nie ma się czym przejmować, ponieważ nieśmiałość ustąpi z wiekiem.Niekoniecznie popieram to stanowisko, chociaż zarówno fobia społeczna jak i nieśmiałość mają ze sobą wiele cech wspólnych. Zanim jednak sama wypowiem się na ten temat, przedstawię pewne przemyślenia osoby, która cierpi na lęk społeczny. Uznałam, że definicja skopiowana wręcz z wielkiej internetowej księgi mądrości, jaką jest Wikipedia, nie wywrze większego wrażenia, a uczucia prostego człowieka - a i owszem. 


Fobio społeczna, nienawidzę cię...

Odebrałaś mi wszystko.


Mógłbym być świetny...  ale nie mogę ujawnić prawdziwego siebie...


Przez ciebie jestem kimś zupełnie inną osobą, gdy w pobliżu jest ktoś, kogo zupełnie nie znam.


Dlaczego tak jest? Fobia społeczna...



Nie chcę być tą osobą.


Chcę być sobą!

Jednak ty nie pozwalasz mi wypowiedzieć chociażby jednego słowa...

Nie pozwalasz mi odebrać telefonu.

Nie pozwalasz mi sprawdzić kto puka do drzwi.

Nie pozwalasz mi się umówić.

Nie pozwalasz mi zamówić jedzenie w piep***nym McDonaldzie!

Nie pozwalasz zadać mi pytania, gdy tego potrzebuję...

Nie pozwalasz mi jeść drugiego śniadania gdy jestem w szkole.

Nie pozwalasz mi powiedzieć 'dziękuję'.

Nie pozwalasz zaśmiać mi się z żartu.

Nie pozwalasz mi włączyć się w trwającą rozmowę.

Nie pozwalasz mi dołączyć do zabawy.

Nie pozwalasz skontaktować się ze starymi znajomymi.

Nie potrafisz chociażby pozwolić mi, bym skomentował coś na Facebooku.

Nie pozwalasz mi na relaks w pomieszczeniu pełnym ludzi.

Nie pozwalasz mi odpowiedzieć 'cześć'.

Nie pozwalasz mi na zdobycie jakichkolwiek znajomych.


Fobio społeczna, nie pozwalasz mi się odezwać... ale potrafisz sprawić, że czuję 
się bezradny...

sprawiasz, że czuję się nikim. 

Sprawiasz, że czuję się przegrańcem.

Sprawiasz, że czuję się samotny.

Sprawiasz, że czuję się przygnębiony.  

Jak i również bezwartościowy.

Sprawiasz, że czuję się nie wart niczyjego czasu.

Sprawiasz, że jestem kimś, kim nie chcę być.

Nienawidzę cię, fobio społeczna.


Lecz wierzę, wierzę że nadejdzie taki dzień, kiedy zacznę mówić.
Kiedy znikniesz z mojego życia, i już nigdy mnie nie powstrzymasz.
Pewnego dnia zacznę mówić, będę zdolny do bycia sobą.

***

Tak, zdaję sobie sprawę, jak wielkim problemem jest owe nieszczęsne zaburzenie. 
Jeżeli w jakikolwiek sposób słowa zawarte wyżej w pewien sposób sprawiły, że myślisz:
'hej, przecież to ja. sam się tak czuję.' możesz liczyć na rozmowę i próbę 'pomocy z mojej strony. Pisz, opowiadaj, zostaw jakikolwiek znak, a spróbuję pomóc. Ciężko jest zniszczyć myśli, które kumulują się w Tobie; są one wyjątkowo nieprzyjemne, jednak wierzę, że 
przezwyciężysz je. Ponieważ nie są prawdziwe, jesteś piękny na sposób, na który możesz być tylko Ty. 

Lęk społeczny zasadniczo różni się od nieśmiałości siłą natężenia objawów w momencie, w którym czuje się niepewnie; w momencie kiedy odczuwa strach przed obcą osobą. Osoby z fobią w zaistniałej sytuacji bardzo często odczuwają silny lęk, mają mdłości, ich serce bije w nieproporcjonalnie niezdrowym rytmie, bardzo silnie pocą się. Idealnym słowem, które przychodzi mi na myśl jest panika, gdzie w przypadku nieśmiałości odczuwasz jedynie lęk przed spotkaniem; poznaniem osoby, jednak gdy odważysz się stawić temu czoła, lęk zwykle znika. Z nerwicą społeczną nie jest już niestety tak trywialnie. 

Nie oznacza jednak, że problemu nie da się rozwiązać. Przygotowałam kilka wskazówek, które mogą Ci pomóc pozbyć się fobii.


1.  Spróbuj kwestionować wszystkie negatywne myśli, które kumulują się twojej głowie.
Ponieważ kiedy doświadczyłeś w swoim życiu fobii społecznej, niezaprzeczalnie w twoich myślach pojawiły się  przykre, negatywne myśli : 'nigdy nie będziesz wystarczająco dobra',  'jak zwykle to spieprzysz', 'nikt nigdy cię nie  polubi' -  kwestionuj to,  nie akceptuj ich.  Zastanów się : 'ale dlaczego ludzie mnie nie lubią?'. Może powiedziałem coś, co ich uraziło, a może nie potrafiłem odezwać się do nikogo jednym słowem, więc ludzie sądzą, że jestem nudny bądź niemiły?  Dlatego wyciągaj wnioski, nie pozwól myślom bawić się twoim życiem.  Ponieważ kiedy je akceptujesz, zaczynasz w nie wierzyć.


2. Naucz się  kontrolować swój oddech. 
Zupełnie tak, jak  uczyli  w przedszkolu. Głęboki wdech przez nosek, wydech buzią.
W porządku? Ponieważ kiedy jesteśmy zdenerwowani, nasz oddech staje się płytki, a ten płytki oddech powoduje, że czujemy się jeszcze  bardziej niespokojni. Dlatego praktykowanie, uczenie i dopasowanie  odpowiednich technik relaksacyjnych lub prostych ćwiczeń oddechu pozwoli ci się rozluźnić i opanować emocje. 
Jednym ze sposobów na opanowanie, może być zwykłe zamknięcie oczu, a podczas tego wyobrażenie sobie miejsca, w których czujesz się, spokojnie, bezpiecznie i przyjemnie (szum morza okazuje się być dla wielu ludzi idealnym roztargnieniem). Później wyobraź sobie, że znajdujesz się w tym miejscu, słyszysz i odczuwasz wszystko, co zwykle robisz, gdy tam przebywasz. Nic nie jest cenniejsze  w tej chwili od spokoju, więc wyłącz wszystkie przyziemne myśli i pozwól sobie odpłynąć w marzenia. 


3. Jako kolejną wskazówkę, posłużę się cytatem z książki. 

" - Kiedy czujesz, że ogarnia cię panika, nie walcz z nią, bo wtedy będzie jeszcze gorzej. Powiedz sobie wtedy:
"Okej, zdenerwowałam się, ale nie ma w tym nic złego.

- I to pomaga?

-Mnie pomogło. Na terapii miałem sobie wyobrażać, gdzie skupia się strach w moim ciele, jaki ma kolor i kształt. A później terapeutka mówiła: "Teraz posiedź z nim chwilę i obserwuj, co się stanie".

-I co się działo?

-Znikał."


"   Za każdym razem, gdy słyszę powiadomienie o nowej wiadomości  e-mail, przeszywa mnie strach. W końcu wyłączam komórkę i chowam ją razem z laptopem na dnie szafy pod stosem ubrań. Przez moment czuję się bezpiecznie, jakby teraz już nikt nie mógł mnie dopaść. Ale potem zaczynam sobie  wyobrażać, że złośliwe wiadomości piętrzą się w mojej szafie coraz wyżej, tylko czekając, żeby się na mnie wysypać, kiedy wreszcie otworzę drzwi.
   Znów ogarnia mnie panika, ale tym razem pamiętam, co mam robić. Zamykam oczy  i szukam jej w swoim ciele. Po chwili znajduję w klatce piersiowej wielką czarną kulę strachu. "Wszystko w porządku", zapewniam ją (i siebie). "Wszystko w porządku". I zamiast panikować i usiłować o niej nie myśleć, zaczynam ją sobie wyobrażać wewnątrz siebie. Jest czarna, gęsta i przerażająca. Biorę głęboki oddech przez nos i powtarzam głośnym szeptem: "Wszystko w porządku", a kula zaczyna się odrobinę kurczyć. Nagle zdaję sobie sprawę, że wszystko naprawdę jest w porządku. Ten strach mnie nie zabije. I wtedy przychodzi mi do głowy następna myśl: to, co się teraz dzieje, też mnie nie zabije. Owszem, to bardzo trudna i bolesna sytuacja, ale jakoś ją przeżyję. "Wszystko w porządku". 
Biorę jeszcze jeden oddech. Strach znów się kurczy. Teraz ma rozmiar piłeczki tenisowej i powoli zmienia kolor, z czarnego staje się szary, potem biały, aż w końcu jest złoty. Biorę następny oddech. Słyszę krzyk mewy za oknem. 
Myślę o morzu i udaje mi się nawet lekko uśmiechnąć. "Wszystko w porządku". 
Potrafię się opanować. Wyobrażam sobie, że siedzę na plaży, a całe moje ciało wypełniają złote promienie słońca. "Wszystko w porządku"."

[Zoe Sugg, 'Girl Online']

4.Spróbuj zmierzyć się ze swoim strachem 
Jeśli jesteś osobą, która nigdy nie wychodzi z domu, ponieważ boisz się interakcji z ludźmi, poznawania ich oraz rozmowy; jeśli unikasz sytuacji,  w której musisz porozmawiać z zupełnie obcą osobą - musisz poczuć się nieswobodnie. Musisz wyjść ze swoich czterech ścian. I to jest w porządku, możesz czuć się jak totalny dziwak, skrępowany i nieskory do rozwiniętej rozmowy, ale musisz zmierzyć się ze strachem. Jeśli tego nie zrobisz, nigdy nie poczujesz się lepiej. Możesz wyjść chociażby na moment, na pięć, dziesięć, piętnaście minut - po prostu to zrób. To będzie wielka rzecz, jeśli odważysz się, następnym razem możesz zniknąć na chwilę dłużej. Ludzie nie patrzą, nie oceniają, nie szepczą i nie śmieją się z twojego powodu. To twój strach śmieje się z tak niewinnej osoby, ponieważ ma okazję wygrywać nad tobą.


5. Ugruntowienie: 

Podczas ataku paniki rozejrzyj się dookoła. Znajdź pięć rzeczy, które możesz zobaczyć, cztery które możesz dotknąć, trzy rzeczy które możesz usłyszeć, dwie które możesz poczuć, oraz jedną - posmakować. 






W tym poście to wszystko czym pragnęłam się podzielić. Jak już wspomniałam, jeśli masz doświadczenie z fobią społeczną i pragniesz podzielić się swoją historią, zachęcam do pisania w komentarzach. Jeśli potrzebujesz pomocy, rady lub po prostu - potrzebujesz rozmowy, służę obecnością. 
 Jeszcze jeden moment.


JESTEŚ NIESAMOWITY/A,
UNIKALNY/A I PIĘKNY/A
NIE POTRZEBUJESZ BYĆ KIMŚ, KIM NIE 
JESTEŚ. NIE POTRZEBUJESZ ROBIĆ COŚ
LUB POSIADAĆ COŚ NIEOSIĄGALNEGO BY
BYĆ SZCZĘŚLIWYM.
JESTEŚ IDEALNY/A TAKI/A, JAKI 
WŁAŚNIE JESTEŚ. 
TAK, NAPRAWDĘ.
WIĘC UŚMIECHAJ SIĘ, KOCHAJ I CIESZ SIĘ
KAŻDĄ CHWILĄ SWOJEGO ŻYCIA, 
PONIEWAŻ MASZ KU TEMU POWÓD ♥


















Nie ukrywając, mieszkańcy wsi z pozoru nie mogą popisać się niczym istotnym, nie są cywilizowani i mało wiedzą o życiu, są przy tym chamscy, brudni, nieokrzesani i infantylni - co najmniej takie oto opinie można usłyszeć od osób, które mieszkają w miejscach bardziej 'cywilizowanych',  na terenach miejskich. Sama także nie ukrywając niechybnie dosłyszałam zdań tego typu i chodź w wielu sprawach wolę powstrzymać się od podzielania publicznego stanowiska, w tej jednej rzeczy nie mam zamiaru stronić od konwersacji, ponieważ jak uważam, jest to obraźliwe, niedorzeczne i w pewien sposób rasistowskie. Owszem, można stwierdzić, że społeczność mieszkająca na wsi czasem nie potrafi się odnaleźć w świecie miejskich zabudowań, być może odróżnia się inteligencją od osób uczęszczających na wysokiej rangi uniwersytety, możliwe także, że gust modowy nas, zasadniczo różni się od miejskiego, głównie raczej z niemożności zakupu 'lepszych' ubrań. Nie jest to jednak prawdą, że to miasto jest siłą i potęgą. Poza tym, nie należy generalizować wszystkich mieszkańców wsi, ponieważ rzecz jasna, wszyscy ewidentnie różnimy się w sposobie myślenia, wyglądzie i charakterze. 


Za wszelką cenę nie rozumiem, skąd pomysł, że mieszkańcy wsi są tzw. 'bydłem'. 
Niejednokrotnie daje się usłyszeć, jak wiele utalentowanych osób, które wystawiły się w jakiś sposób na świat publiczny, pochodzą z małych miejscowości (przykładem może być Edyta Górniak). Każdy ma prawo się rozwijać, a to, że możliwości rozwoju na wsi są nieco mniejsze nie świadczy o tym, że jesteśmy próżni. Bywa tak, że to właśnie my osiągamy więcej, niż niejeden zadufany w sobie biznesmen (tylko przykład) od lat mieszkający w centrum Warszawy, pracujący w firmie należącej do ojca.  
Nie da się ukryć, iż mamy wakacje! W związku z tym, pragnę pogratulować wszystkim tego, jakie postępy uczynili. Dla wielu ta 2- miesięczna przerwa oznacza czas relaksu, spokoju, odpoczynku, dla wielu zaś jest to okres niemniej ciężkiej pracy. 
Dla mnie na przykład tegoroczne wakacje staną się niewątpliwie momentem, w którym coś w moim życiu zacznie się zmieniać, horyzonty w pewien sposób pogłębią się i (mam nadzieję) będę bliżej celów, które sobie postawiłam i stawiam nadal. Wcześniejsza wypowiedź może zabrzmieć nieco absurdalnie, ponieważ dalszy etap szkoły z reguły nie tworzy z osoby 16- letniej kogoś, kto w sekundzie obróci swoje życie i zdziała coś zupełnie niemożliwego. Aczkolwiek ja sama czuję, że jest to dla mnie rzecz istotna, ponieważ zależy mi na tym, aby kształtować swoją osobę i aby pod koniec życia móc stwierdzić, że jest się spełnionym, albo przynajmniej z niego usatysfakcjonowanym. 

Ciężko jednocześnie jest pożegnać się ze starymi nawykami, 'przyjaźniami' i otoczeniem szkolnym, kiedy już przyzwyczaiłeś się do swojego budynku i czujesz się w nim wystarczająco swobodnie. Nawet jeśli środowisko mimo przychylnej opinii innych, dla samej ciebie było toksyczne i (być może nieumyślnie) podcinało ci skrzydła.  

Co teraz? Można zapytać, choć uważam że nie warto. Oczywiście przyszłość jest ważna, 
lecz nie wtedy, kiedy niesie ze sobą ciężar przeszłości. Nie należy zapominać o tym, co wydarzyło się wcześniej, ale nie należy także żyć nią codziennie i wysnuwać spekulacje, które nie muszą okazać się prawdziwe. 

Gdy piszę to teraz, powoli zaczynam myśleć, że piszę to, a także całego bloga tylko dla samej siebie, abym po jakimś czasie mogła wrócić tutaj i powspominać. I w zasadzie, z taką myślą zakładałam ten pseudo 'pamiętnik'. Liczę jednak cicho, że być może ktoś chociażby z czystego przypadku trafi tu raz i zechcę przeczytać nieskładne przemyślenia lekko niepewnej 16- latki, która jak dotąd, nie osiągnęła niczego nadto istotnego. 
Cześć, tym razem pragnę się podzielić moimi inklinacjami odnośnie genialnej książki, którą miałam przyjemność czytać w ciągu ostatnich dni. Mam tutaj na myśli świetną Jojo Moyes - 'Zanim się pojawiłeś'. Wiele osób prawdopodobnie zetknęło się z nią na przełomie kilku ostatnich miesięcy, szczególnie zapewne dzięki świeżo powstałemu filmowi na podstawie książki (z przystojnym Samem Claflinem w roli głównej ♥). 
Gdyby jednak ktoś zupełnie nie słyszał o tymże utworze, opowiada on głównie o historii dwóch młodych osób, Louise Clark oraz Willa Traynora - ten drugi, ok. 30 letni mężczyzna, od dwóch lat przeżywa wewnętrzne załamanie i całkowitą utratę chęci życia z powodu wypadku, w którym stracił zdolność poruszania się, jest paralitykiem z uszkodzonymi czterema kończynami. W dalszej akcji książki, na moment odzyskuje ponowny błysk, który pozwala mu na przynajmniej przyzwoite funkcjonowanie (wcześniej jak twierdził, tylko istniał).  Całą wiarę i wolę życia odzyskać w gruncie rzeczy za sprawą Louise, która swoją osobą w pewien sposób zainteresowała go i jak sądził : 'dzięki niej ma siłę wstać z łóżka rano'. 'Zanim się pojawiłeś' niezaprzeczalnie zaliczyć możemy do książek 'wyciskaczy łez' i z całego serca polecam ją przeczytać, gdyż w dzisiejszym świecie, gdzie wszystko toczy się aż zanadto szybko, warto wyciszyć się na moment, usiąść w pełni skupienia i dać ponieść się refleksjom, które bez wątpienia znajdziemy w tejże powieści.  

W moim przypadku w trakcie czytania w moich myślach zaczęły pojawiać się pytania : Jak potrafiłabym się odnaleźć w sytuacji, w której znalazł się Will?  Czy żyję tak, jak powinnam? Czy mimo młodego wieku, zaczynam i postanawiam spełniać się w taki sposób, jaki mi odpowiada? Czy nie skupiam się być może na rzeczach zbyt materialnych niżeli duchowych? Doświadczenia życiowe głównego bohatera pokazały mi, że ja również pragnę doświadczyć tylu niesamowitych rzeczy (mam na myśli, że tak samo jak on, pragnę podróżować, poznawać świat i kulturę innych, jakże zróżnicowanych pod wieloma względami krajów). Doszłam do wniosku, że powinnam kształtować siebie i dążyć do wyznaczonych przeze mnie celów, powinnam nie troszczyć się o to, czy ktoś inny będzie z dezaprobatą patrzył na to, w jaki sposób chcę żyć. Chcę więc żyć, a nie istnieć. 

Zagłębiając się w refleksji, wracając wstecz do poprzednich lat swojego życia,  doszłam do wniosku, że w środku czułam się dokładnie tak jak Will po wypadku : wiecznie niezadowolona, grymaśna, zmęczona kilkunastoletnim życiem, a przecież nie stało się nic, co powinno sprawić, abym się tak czuła. Nie doznałam żadnych poważnych obrażeń, nadal mogę się poruszać; nadal mogę myśleć i czuć.  'Zanim się pojawiłeś' stał się moją inspiracją i w pewien sposób pomógł mi w małym stopniu ukształtować siebie, postanowić, że w przyszłości (już niezupełnie odległej) zamierzam podróżować i cieszyć się tym, że miałam okazję przeżyć wszystkie chwile, które przeżyłam. 

Na koniec pozostawię cytat, który tkwi w mojej głowie i (jak myślę) niezbyt szybko będzie chciał ją opuścić. 

'Są zwyczajne godziny i są godziny ułomne, kiedy czas zatrzymuje się i potyka, kiedy życie - prawdziwe życie - wydaje się toczyć gdzieś dalej.'

Hej,

Z reguły nie zawracam sobie głowy, aby pisać, mówić, bądź nawet myśleć o kimś, kto niesamowicie mnie denerwuje, a owa osoba (lub bardziej osoby) czynią to monotonnie przez kilka lat. To strata czasu, aby wylewać żale na temat kogoś, kto i tak pozostanie osobą, jaką jest, ponieważ swój sposób bycia się jej podoba. Tym razem jednak napiszę i mam nadzieję, że emocje które mam schowane pod głęboką warstwą skóry, odejdą raz na zawsze (a przynajmniej na jakiś czas).

Zapewne w ciągu swojego życia miałeś wokół siebie ludzi, którzy swoim zachowaniem sprawiali, iż miałeś ochotę nie zważając na nic, wejść na drewniane tory z kartonowym pudłem na głowie i czekać, aż nadjeżdżający pociąg wkrótce skończy twój spokojny żywot? Ja mam tak bardzo często. 
I zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak? Czy to ja prowokuję innych tym, że po prostu istnieję? Ale przecież każdy ma prawo istnieć, żyć, funkcjonować, rozwijać się, bawić, cieszyć się życiem. Szkoda jedynie, że niektórzy ludzie uważają radość i szczęście innych za grzech i starają odebrać nam naszą sekundę chwały.

Jestem introwertyczką, tak sądzę. Nie widzę też w tym żadnego problemu, że ktoś nie okazuje uczuć publicznie. Moje życie nie jest nudne tak, jak mogłoby się wydawać.
Tak samo myślę, rozwijam się i cieszę się z życia, lecz nie wylewam swoich emocji wokół siebie, trzymam je. Nie potrafię jednak znieść innych, którzy znając cię kilka lat, nadal nie pojmują, że twoje spokojne życie ci odpowiada. Owszem, mam momenty, w których jedyne co robię to leżę z głową pod kocem i myślę o tym, jak bardzo chciałabym znajdować się teraz dwa metry pod ziemią, ale to mija. Wiem, że każde życie ma sens. Nawet, jeżeli nie ma ono sensu. 


Boli mnie tylko to, jak łatwo możesz zranić bliźniego zwykłym spojrzeniem, zwyczajnym gestem. I choć nie masz złych intencji, mogę one zostać negatywnie odebrane. 
Powtarzam sobie, że mogłabym zostać kimś najlepszym, wejść na scenę bez ściśniętego żołądka, poprosić o pomoc sprzedawczynię w sklepie z ubraniami, zapytać o godzinę nieznaną osobę i mam cichą nadzieję, że moje bariery kiedyś ustąpią. Nie będę bać się reakcji obcych, ponieważ oni również są ludźmi. Mam nadzieję, że będą w stanie rozmawiać z kimś swobodnie, bez skrupułów pytać o proste pytania i szczerze śmiać się z żartów innych.

Obsługiwane przez usługę Blogger.